Geoblog.pl    wnieznane    Podróże    Kontynuując podróż, czyli powrót na azjatycki szlak    Trzy dni z życia na wyspie Bohol
Zwiń mapę
2011
17
kwi

Trzy dni z życia na wyspie Bohol

 
Filipiny
Filipiny, Bohol
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 18664 km
 
DZIEŃ PIERWSZY

Do Bohol docieramy późnym popołudniem. Tu w jednym temacie jest wciąż bez zmian i tak jak to bywa w tej części Azji już od portu towarzyszą nam watahy miejscowych, którzy są ogromnie przekonani ,że koniecznie chcemy coś od nich kupić. Oczywiście wszyscy mają dla nas "super" oferty, a już zwłaszcza taksówkarze.
Po tak długim czasie w podróży od razu widać po twarzach i głosach kiedy kłamią z cenami, a mylę się w tym temacie już naprawdę bardzo rzadko. Choć czasem myślę o tym że to nie żadna nabyta wiedza ,a po prostu ogólne założenie króluje. Skuteczność założenia ,że nas oszukają sprawdza się w zdecydowanej większości przypadków, więc po co odgadywać obserwując twarze jak wystarczy tylko założyć, że kłamią i mylić się rzadko. Dziwi mnie wciąż coraz bardziej to za jak bardzo naiwnych ludzi nas uważają. No ,ale przecież nie mamy napisane na czole ,że jesteśmy w podróży od dawna i ,że znamy te ich numery na pamięć. Zapewne oni również wolą nic nie zgadywać tylko założyć ,że jesteśmy świerzakami na tygodniowym urlopie kompletnie nie znającymi cen i płacącymi to co oni od nas wołają. No, ale cóż... nie jesteśmy! ,więc gramy ponownie między sobą tą sztukę teatralną pod tytułem "Podróż po Azji".
Kolejny raz maskuje swoją irytacje i po raz kilkutysięczny odgrywam tragifarsę i używając wciąż tych samych słów i trików zbijam cenę transportu o 90%. Pakujemy się z walizkami do motorka z przybudówką, żeby za 15 peso dojechać kilka przecznic dalej do hotelu. Taver's Pensione. Doba w dwuosobowym pokoju kosztuje nas 750 peso. Co ciekawe droższy pokój w tym hotelu jest w owiele gorszym stanie niż ten ,który wynajmujemy.
Do końca dnia przebywamy w portowym miescie Tagbilaran odkrywając całkiem dobrą restauracje na przeciwko molo. Całe zestawy obiadowe możemy znaleść tam w granicy 100 peso, a jeśli to jest wciąż zbyt drogie to przy porcie są ustawione kuchnie polowe, gdzie za porcje kurczaka na patyku zapłacimy coś w granicach 30 peso.

DZIEŃ DRUGI

Drugiego dnia zamieniamy nasz mały portowy pokoik na luksusowy salon w resorcie Bohol Tropics Club. Taki kaprys Miki, który nam funduje. Sam nie pałam już wielką chęcią do drogich hoteli i nie zapłaciłbym za niego z własnej kieszeni, a napewno nie podczas tej podróży. Kiedyś zatrzymywałem się w tego typu resortach a teraz widzę ile wtedy straciłem, bo po co wydawać duże pieniądze tylko na to żeby gdzieś się przespać, jak i tak się spędza dzień poza pokojem. Z kolei jak się planuje spędzić dzień w luksusowym pokoju, to po co wogóle ruszać się z domu?
Jest jeszcze coś innego... Często jest tak ,ze ciekawszych ludzi spotyka się w tych tańszych hotelach, a napewno łatwiej tam o normalne kontakty międzyludzkie i zawiązanie przyjaźni. W luksusowych hotelach mieszkają politycy, urzędnicy, bankierzy, biurokraci, ludzie bogaci czyli towarzystwo niezbyt ciekawe. Lumpy globalizacji. W tanich hotelach lądują przeważnie Ci, którzy podróżują długo i nie mając zobowiązań są bardziej otwarci na innych. To tu się trafiają ciekawe okazy. W mojej podróży wciąż stawiam jednak na poznawanie ciekawych ludzi...

Po ulokowaniu sie w nowym hotelu ruszamy na lokalny dworzec autobusowy, skąd łapiemy Jeepney żeby dojechać do miejscowości o nazwie Loboc. Jedziemy nieco ponad pół godziny, a za transport płacimy 30 peso od osoby. Przyjechaliśmy tu żeby odnaleźć małe małpki Tarsier. To rzadki gatunek, wiecznych śpiochów z wybałuszonymi oczami (zdjęcia poniżej).
Z Loboc wyruszamy lokalnym transportem dalej w głąb wyspy kierując się na "czekoladowe wzgórza" ( z ang. Chocolate Hills) położone w okolicy miasteczka Carmen. Autobus łapiemy tuż przy głównej szosie.
Chocolate Hills to ponad tysiąc wzgórz skupionych blisko siebie, które w okresie wysokich upałów z powodu wysuszenia zmianiają barwę trawy na brązową. Dostały przez to przydomek czekoladowe. My jesteśmy podczas pory ,gdzie trawa wciąż jest zielona, więc nazwa się nie sprawdza. Wysiadając przy głównej szosie, do oddalonego wzgórza widokowego mamy jeszcze około kilometra drogi. Za wstęp na teren Chocolate Hills płacimy 50 peso.
Najlepiej nie zasiedzieć się tam zbyt długo ,bo ostatni lokalny autobus powrotny jest tuż przed godziną piątą i łapie się go jak stopa ,machając na niego przy drodze, więc lepiej być przed czasem. Droga powrotna to około dwie godziny i z tego co pamiętam 90 peso za osobę.

DZIEŃ TRZECI

Jedziemy na małą wysepke Panglao, która z Bohol jest połączona mostkiem. Napisałem ,że małą, ale jednak trzeba tam się trochę najechać. Do jednej z ładniejszych plaż Alona to ponad pół godziny drogi. W jedną stronę wynajmujemy trójkołowca płacąc za kurs 200 peso co wydaje nam się dobrze wynegocjowaną ceną. Za mniej już nikt nie chciał jechać, a próbowaliśmy negocjacji wiele razy. Pewnie by jechali, ale inni płacą więcej, więc mają nas w dupie i czekają na tych bogatszych.
Na Alona i okolicznych plażach spędzamy cały dzień przy okazji dowiadując się ,że istnieje też lokalny transport na wyspę, ale wiadomość o nim nie jest zbytnio rozpowszechniana z wiadomych przyczyn. Miejscowi wiedzą, a turyści nie mogą. Taka, zmowa milczenia, bo w końcu lokalni kierowcy trójkołowców też chcą coś zarobić. Publiczny transport operuje tylko do popołudniowych godzin, więc później i tak jest się skazanym tylko na prywaciarzy. Wieczorem wracamy z wyspy zatrzymując się w porcie. Rezerwujemy miejsce na promie i następnego dnia w południe wracamy na Cebu, kończąc nasz trzydniowy pobyt na wyspie Bohol.

Bohol to malownicza wyspa i jest tu wiele atrakcji, więc jak ktoś trafi na Filipiny to polecam.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (17)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
tealover
tealover - 2012-09-18 00:11
obiecałam znajomym Filipińczykom, że ich keidyś odwiedzę. kartą przetargową jest zobaczenie etgo zwierzaka z wyłupiastymi oczami!!! :)
jejuś, ale tam jest ślicznie
 
 
wnieznane
R. Tramp
zwiedził 8.5% świata (17 państw)
Zasoby: 180 wpisów180 126 komentarzy126 2097 zdjęć2097 67 plików multimedialnych67